“Palm Springs” - żyj, jakby jutra nie było.

“Palm Springs” - żyj, jakby jutra nie było.

Każdy z nas zastanawiał się kiedyś, co by było, gdybyśmy mogli cofnąć czas. Jakie podjęlibyśmy wybory? A co, jeśli moglibyśmy bez końca odtwarzać ten sam jeden dzień i nigdy nie umrzeć? Ciągła impreza, próba naprawy swoich błędów czy może spełnianie swoich najbardziej odjechanych fantazji? W „Palm Springs” możemy zobaczyć historię bohaterów, którzy będą musieli zmierzyć się z tymi pytaniami.

Na ślub Tali (Camila Mendes) w tytułowym Palm Springs przyjeżdża Nyles (Andy Samberg) chłopak jednej z druhen. Tam podczas wesela „ratuje” z wygłaszania mowy ślubnej siostrę panny młodej Sarę (Cristin Milioti). I choć dalej wydaję się, że będzie to kolejna romantyczna historia w stylu „kiedy Nyles poznał Sarę”, dostajemy zupełnie coś innego. Splot nieoczekiwanych wydarzeń doprowadzi do tego, że kolejny poranek to nie tylko uczucie deja vu. Okaże się, że Nyles posiada już pewne doświadczenie w przeżywaniu tego samego dnia, a samo tytułowe Palm Springs stanie się dla dwójki nowo poznanych ludzi specyficznym więzieniem.

Temat pętli czasu był już w kinie wałkowany wielokrotnie. Najbardziej znanym przykładem jest “Dzień świstaka” w reżyserii Harolda Ramisa z rewelacyjną rolą Billego Murraya. Do tego możemy dołożyć pełen akcji film Duncana Jonesa “Kod nieśmiertelności” z Jake Gyllenhaalem, a także horror “Śmierć nadejdzie dziś” z Jessicą Rothe w reżyserii Christophera Landona.

Max Barbakow w „Palm Springs” dokonał trudnego zadania, bo oklepany motyw przedstawił w całkiem nowy odświeżony sposób. Kluczem do sukcesu okazuje się być umieszczenie więcej niż jednej osoby w pętli czasu. Interakcja między głównym bohaterami prowadzi do wielu śmiesznych sytuacji i wydaje się być nieskończonym źródłem zwariowanych pomysłów na przeżycie tego samego dnia. Co więcej, bohaterowie pomiędzy wierszami próbują odpowiedzieć na postawione we wstępie pytania. Za absurdalnym, często czarnym humorem i nieliczoną ilością gagów, można dostrzec kilka znanych prawd. Jak na przykład to, że nie jest ważne gdzie i kiedy, ale z kim spędza się swój czas.

„Palm Springs” to lekka, letnia komedia podszyta filozoficznymi pytaniami o sens życia. Andy Samberg, doskonale znany z serialu „Brooklyn 9-9” czy „Saturday Night Live” tworzy z Cristin Milioti („How I met your mother”) rewelacyjny duet. W drugoplanowej roli warto również wspomnieć J.K Simmonsa, który uzupełnia filmowe trio.

Jeśli szukacie szalonej komedii idealnej na pokręcone czasy, w których żyjemy to „Palm Springs” sprawdzi się doskonale. Jest to znakomita propozycja na przykład na weekendowy wieczór. Tym bardziej, że kina ponownie się otwarły i dzięki temu mogliśmy zobaczyć ten film w Kinie Pod Baranami. A więc jak powiedziała w filmie Sarah: „Let's waste some time”.

Opublikowane przez VODlife.pl

Vodlife.pl poleca również: