The Little Things z rekordem otwarcia Box Office USA – zasłużenie?

The Little Things z rekordem otwarcia Box Office USA – zasłużenie?

Nowy rok, nowe rankingi, a wśród nich Box Office USA, czyli zestawienie najlepiej zarabiających produkcji w Stanach Zjednoczonych. Od początku stycznia dostaliśmy już kilka premier, które jednak zostały daleko w tyle po zeszłotygodniowej premierze nowego filmu Johna Hancocka. The Little Things w przeciągu weekendu zostało emitowane w 2171 kinach oraz zarobiło 4,8 mln dolarów. Niewiele? W porównaniu do zeszłorocznych wyników czy chociażby notowań z Japonii czy Rosji, to faktycznie mierny wynik – a jednak wystarczający, aby zdobyć rekord otwarcia tego roku. Nie zapominajmy również, że jest to produkcja Warner Bros., co oznacza, że film można obejrzeć bez wychodzenia z domu za pośrednictwem HBO Max, o czym niedawno pisaliśmy.

Produkcja Hancocka przebiła w notowaniach takie filmy jak Krudowie 2: Nowa era czy Wonder Woman 1984, pytanie czy słusznie?

Sam film przenosi nas do Kalifornii lat 90. Joe Deacon (Denzel Washington), wypalony zawodowo zastępca szeryfa i jednocześnie były detektyw wydziału zabójstw, łączy siły z młodym i lekko egocentrycznym Jimem Baxterem (Rami Malek znany z Bohemian Rhapsody, Mr. Robot) w sprawie seryjnego mordercy. Baxter jest detektywem „nowej fali”, podczas gdy Deke wyznaje metody starej daty, które bywają nawet wątpliwe moralnie. Te morderstwa zdają się wiązać z nigdy niezamkniętą sprawą Deke’a, która sprawiła, że musiał porzucić swoje dawne stanowisko. Motywacja do schwytania sprawcy jest więc dla niego wyjątkowo silna, a jedocześnie, poza walką z przestępcą, przyjdzie mu zmierzyć się z demonami przeszłości. Baxter z kolei przekona się, jak wielkie znaczenie w życiu mają tytułowe drobiazgi.

Sama fabuła filmu początkowo wydaje się być dość schematyczna (przy niektórych scenach czułam nawet lekkie déjà vu z Siedem) – dwóch detektywów z różnych światów, których metody zdają się idealnie dopełniać w drodze ku schwytaniu nieuchwytnego. Reżyser postarał się jednak odejść od utartych ścieżek, ostatecznie dając nam raczej dramat osadzony w kryminalnej tematyce, aniżeli czyste kino detektywistyczne. Co z tego wyszło? Zdania (w mojej głowie) są podzielone.

Nie brak scen z podniosłą muzyką i moralizatorskimi monologami Denzela Washingtona, który chyba jeszcze nie do końca wyszedł ze swojej ostatniej roli w Bez Litości 2, bo ewidentnie czuje się doskonale jako życiowy nauczyciel Jima. A propos, muzyka jest jednym z tych aspektów, na który warto zwrócić uwagę. Towarzyszy nam ona przez praktycznie cały film. Kiedy trzeba, buduje napięcie, kiedy indziej jest bazą dla życiowych lekcji Deke’a. Zresztą nic dziwnego, kiedy za ścieżką dźwiękową stoi Thomas Newman, odpowiedzialny za muzykę w takich filmach jak Skazani na Shawshank czy American Beauty.

Choć może wizja Hancocka na połączenie dramatu, thrillera i kryminału w jedno (a raczej sposób realizacji tej wizji) pozostawia trochę do życzenia, to z pewnością na jej plus działa praca Johna Schwartzmana, odpowiedzialnego za zdjęcia do filmu. Stał on za kamerą takich hitów jak Pearl Harbor czy Twierdza, a w The Little Things śmiało można doszukać się perełek, scen, które aż cieszą oko.

Zdecydowanie największą zaletą tego filmu jest obsada aktorska. Choć Washington, jak wcześniej już było wspomniane, trochę pachnie jeszcze Robertem McCallem, to działa to tylko na jego plus. Tworzy bowiem charakter doświadczonego, trochę nadszarpanego przez życie policjanta, który jednak dalej ma w sobie te detektywistyczną ikrę. Rami Malek z kolei świetnie odnajduje się w roli sprawującego władzę egocentryka, który w trakcie filmu przechodzi wewnętrzną przemianę – z niezwykłym wyczuciem przedstawioną przez aktora. Na największe oklaski jednak stanowczo zasługuje Jared Leto, który w roli głównego, lekko psychopatycznego, podejrzanego odnalazł się niewyobrażalnie dobrze. Scena przesłuchania, w której uczestniczą trzej główni bohaterowie, jest, moim skromnym zdaniem, najlepszą sceną całego filmu.

Odpowiadając na pytanie, czy The Little Things zasłużenie zdobyło rekord otwarcia Office Box USA, osobiście uważam, że tak. Choć nie jest to może majstersztyk w swojej kategorii, to zdecydowanie ma swoje mocne, nawet bardzo mocne, strony. Na pewne niedociągnięcia reżyserskie można przymknąć oko, szczególnie, że wynagradza nam je doskonała gra aktorska przedstawiona w profesjonalny, momentami zachwycający wręcz sposób.

Autor: Zuza Boćko
Zdjęcie pochodzi z oficjalnych materiałów dystrybutora.

Opublikowane przez VODlife.pl

Vodlife.pl poleca również: